By Archbishop Thomas Wenski - The Archdiocese of Miami
Archbishop Thomas Wenski's homily at Mass on the occasion of 90th anniversary of St. Michael the Archangel Parish, which serves the community of Gliwice’s Silesian University of Technology (Politechnika Śląska). Gliwice, Poland. Sunday, June 7, 2026.
Szczęśliwej 90. rocznicy, parafio św. Michała! Czuję się zaszczycony i pełen pokory, że biskup Oder zaprosił mnie, abym odprawił tę Mszę świętą i wygłosił dzisiaj kazanie.
Zaledwie kilka tygodni temu w Miami na Florydzie obchodziłem 50. rocznicę moich święceń kapłańskich. Przez lata mojej posługi jako kapłan i biskup nauczyłem się mówić po hiszpańsku oraz w języku kreolskim haitańskim – lecz ze wstydem muszę przyznać, że moja znajomość języka polskiego jest bardzo ograniczona, dlatego proszę Was o cierpliwość.
Historia tej parafii to historia świateł i cieni; możemy jednak dziękować Bogu, że światło wiary zawsze okazywało się silniejsze niż cienie grzechów i niepowodzeń.
Rocznice to doskonała okazja, by spojrzeć wstecz, lecz dzisiejsze czytania z Pisma Świętego zmuszają nas, byśmy skierowali wzrok w przyszłość.
Stawiają one bardzo bezpośrednie pytanie: Jaką wspólnotą parafia św. Michała jest powołana, by stać się w ciągu kolejnych dziewięćdziesięciu lat?
W pierwszym czytaniu prorok Ozeasz przekazuje słowa Boga, które mogą trafić w czuły punkt – zwłaszcza w środowisku uniwersyteckim.
Bóg spogląda na swój lud i powiada, że jego pobożność jest niczym, obłok poranny, jak rosa, która wcześnie znika”.
Pomyślcie o porannej rosie.
O siódmej rano wygląda ona przepięknie, lecz w chwili, gdy tylko słońce zaczyna mocno przygrzewać i wzrasta temperatura – znika bez śladu.
Wiara, która ogranicza się jedynie do niedzielnych poranków, może wyparować niczym poranna rosa. Troski, stres, lęk i rozczarowania mogą sprawić, że wiara powierzchowna zniknie bez śladu – tak jak poranna rosa.
Bóg mówi do Ozeasza: „Miłości pragnę, a nie ofiary”. Pragnie On nawiązać z nami relację autentyczną, zakorzenioną w rzeczywistości i opartą na dialogu – taką, która nie rozpływa się w powietrzu, gdy życie staje się stresujące.
To prowadzi nas wprost do Ewangelii, gdzie widzimy dokładnie, w jaki sposób Jezus odnosi się do naszego skomplikowanego, prawdziwego życia.
Podchodzi On do Mateusza – celnika, który siedzi przy swoim „urzędzie celnym”. Otóż w tamtych czasach celnicy nie byli jedynie niepopularni; postrzegano ich jako zdrajców i wyrzutków.
To właśnie błędy, chciwość i przypięte mu etykiety definiowały to, kim był Mateusz.
Czuł się bezpieczny za swoim biurkiem, ukrywając się za pieniędzmi i pozycją społeczną.
Każdy z nas ma swoją własną wersję takiego, urzędu celnego”.
To miejsce, w którym się ukrywamy, gdy nie chcemy, by inni zobaczyli, kim naprawdę jesteśmy.
Być może jest to krycie się za pychą intelektualną, za określoną tożsamością polityczną, za jakimś mechanizmem obronnym, a może po prostu za wyczerpującą maską, która mówi: Wszystko w porządku”
Lecz spójrzcie na to, co czyni Jezus. Nie czeka, aż Mateusz uporządkuje swoje życie. Nie wręcza mu listy moralnych wymogów ani egzaminu z teologii.
Podchodzi wprost do jego życiowego nieładu, patrzy mu w oczy i wypowiada dwa słowa: „Pójdź za Mną”.
A Mateusz robi coś szalonego. Zostawia za sobą swoje biurko, swoje poczucie bezpieczeństwa i wszelkie przypisane mu etykietki. Wstaje, podąża za Jezusem i natychmiast wydaje w swoim domu ucztę, aby wszyscy jego inni, nieuporządkowani” przyjaciele również mogli poznać Jezusa.
Ówczesne elity religijne – faryzeusze – są tym absolutnie zgorszone. Widzą Jezusa spożywającego posiłek z tymi wyrzutkami i pytają: Dlaczego Twój Nauczyciel jada z celnikami i grzesznikami?”.
Uważali oni, że religia to ekskluzywny klub dla ludzi doskonałych. Sądzili, że jej celem jest trzymanie „nieczystych” ludzi na zewnątrz.
Jezus całkowicie wywraca ich logikę do góry nogami.
Mówi: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają... Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, lecz grzeszników”.
Jeśli macie dziś zabrać ze sobą do domu tylko jedną myśl, niech będzie nią ta: kościół św. Michała nie jest muzeum dla świętych.
Jest duchowym szpitalem polowym dla ludzi poranionych.
Studia mogą stanowić środowisko niezwykle samotne, pełne lęku i ogromnej presji. Dzisiejsi młodzi ludzie zmagają się z potężną epidemią izolacji i perfekcjonizmu.
Jeśli nasza parafia ma być jedynie miejscem, w którym udajemy, że jesteśmy idealni, całkowicie rozmijamy się z istotą Ewangelii.
Waszym patronem jest św. Michał Archanioł – wojownik, który walczy z ciemnością.
W mieście uniwersyteckim najskuteczniejszym sposobem walki z duchową ciemnością jest okazywanie radykalnego, bezkompromisowego miłosierdzia.
Ta parafia musi być miejscem, do którego studenci mogą przychodzić ze swoimi wątpliwościami, nie obawiając się osądu; ze swoimi porażkami – bez lęku przed potępieniem; ze swoim lękiem – w nadziei na spotkanie Lekarza Dusz. A stali parafianie są dłońmi i stopami tego szpitala, ofiarując mądrość, stabilność i miłość – wartości, których młodsze pokolenia tak rozpaczliwie potrzebują.
Dziewięćdziesiąt lat temu ludzie zbudowali tę parafię, ponieważ wierzyli, że Jezus ma tu swoje miejsce.
Dziś Jezus spogląda na każdego z nas – niezależnie od tego, czy jesteś tu od czterech tygodni, czy od czterdziestu lat – i mówi: Pójdź za Mną”.
Wzywa nas, byśmy wyszli zza naszych współczesnych komór celnych. Nie pragnie naszych bezbłędnych, teatralnych występów; pragnie naszych serc.
Chce zasiąść dziś z nami przy tym ołtarzu, nakarmić nas swoim własnym Ciałem i Krwią oraz uleczyć nasze ukryte rany.
Obchodząc ten ważny jubileusz, obiecajmy sobie, że uczynimy parafię św. Michała latarnią miłosierdzia na kolejne dziewięćdziesiąt lat.
Budujmy wspólnotę, której miarą nie będzie to, jak skutecznie ukrywaliśmy nasze poranienie, lecz to, z jaką odwagą pozwalaliśmy Boskiemu Lekarzowi nas uzdrawiać.
Święty Michale Archaniele, módl się za nami.